Chamilton

16 kwietnia 2013

Dziś troche zaangażowanej publicystyki. Prosto z trzewi. Wrócę do Armstronga i zahaczę o uproszczenia medialne i postawię stempel wstydu na głównym bohaterze tego paszkwilu.

Bezpośrednim bodźcem i czerwoną płachtą jest opublikowany w poniedziałek w Gazecie Wyborczej wywiad z Tylerem Hamiltonem. Załatwmy najpierw Lance’a. W całej tej aferze, w której Armstrong jest, biorąc na bok wyniki i wynikające nich: splendor, sławę itp, po prostu jeszcze jednym z doperów, którzy stanowili większość peletonu, najbardziej zdumiewa mnie fakt, że sądził on, że tak zakrojona skala procederu nie wyjdzie na jaw. Nie wiem, czy to bardziej naiwność, czy pycha, ale sądzić należy, że przy tej całej machinie kontrolnej, przy tej ilości ludzi zaangażowanych, zdumiewające jest „pominikowanie się”, budowanie wokół swojej osoby niemal mitycznego image’u od człowieka stojącego nad własnym grobem do niemal boskiej doskonałości i wiara w to, że przy tym statusie nie znajdzie się w końcu ktoś, kto da radę skruszyć cokół.

Ale to Tyler Hamilton obrzydza mnie najbardziej. Za rozszarpywanie  klawiaturką bielutkich zębów padliny Armstronga dla własnego interesu. Abyśmy pożałowali chłopca, który miał marzenia, ale zła machina i ten z Teksasu rozpostarli szary parasol pod którym trzeba było się skryć. Za ogólną postawę, za spójność wypowiedzi, za mydlenie oczu.

To się zaczyna już od okładki oryginalnej wersji „The Secret Race”. Oczywiście Lance, główny antybohater, przyczyna zła, a przy okazji pewnie gwarancja lepszej sprzedaży goni naszego aniołka. Bardzo sugestywne

Może ktoś się w tam w końcu zorientował, że może to zbyt prymitywne i jednostronne podejście, bo jakoś w innych wersjach językowych okładki skupiają się na bohaterze właściwym, czyli czcigodnym współautorze.

Według tego, co można wyczytać z poniedziałkowego wywiadu, promującego polskie wydanie (znów wracamy do formuły Armstronga na okładce ) wywnioskować można nastepującą chronologię:

1. Przychodzi agent do Hamiltona, Hamilton nie chce mówić.

2. Przychodzi agent drugi raz do Hamiltona i przedstawia miłą perspektywę współdzielenia paru metrów kwadratowych z 140kg gwałcicielem dziewczynek i Hamilton decyduje się mówić.

3. „Halo Coyle?” – słuchaj, zdecydowałem się zeznawać, może skrobniemy z tego książkę. W końcu po co ma to robić Landis czy Zabriskie. Da się Lance’a na okładkę i będzie bomba.

Tak więc widzimy wewnętrzną szlachetną przemianę bohatera jak to się mawia na języku polskim.

A potem oczywiście 580 okresleń związanych ze wstydem, rozpaczą, koniecznością stawienia czoła bliskim, kłamstwie, wstydzie, rozpaczą, zawodem, omertą, jeszcze razem wstyd, pokora, kłamstwo, wstyd. Jay Leno, Jimmy Fallon, talk show w każdym kraju gdzie wychodzi książka, a za każdym razem to coraz bardziej oswojone, bardziej uśmiechnięte, celebryckie i gwiazdorskie.

W poniedziałkowym wywiadzie niektóre wypowiedzi obrażają wręcz nawet przeciętnych miłośników kolarstwa. Dlaczego Baker i Mercier nie brali. Bo mieli po 29 lat i byli u schyłku kariery. Śmiech. Hamilton „porucznikiem” Armstronga – no chyba, że to znaczy dość niska ranga, bo raptem 4 lata razem w grupie. Potem brał już na własny rachunek i to dość nieumiejętnie. „Chciałem wyjawić prawdę” -  to była moja motywacja, radzę sobie finansowo mam centrum treningowe w Kolorado. Więc po co objeżdzać świat promując książkę, po co sprzedawać prawa do filmu. Ktoś powie, pewnie Hamilton jest uwiązany kontraktami z wydawcą. Pewnie tak i zarabia na tym kupę kasy. Choć gdyby nie chciał, nie musiałby, taka książka sprzedałaby się bez wielkiej promocji. I Armstronga na okładce. Na koniec ten moralizatorski ton, ta przewaga oczyszczonego, który sądzi, że ma teraz większe prawo krytykować sobie podobnych jak Riis, Vaughters.

Tfu, Chamilton, nie przeczytam tej książki i nie oglądnę filmu. Nie wspomnę cię już więcej

 

CCC Polsat w liczbach rankingowych.

12 kwietnia 2013

Parę dni temu UCI opublikowała w końcu matematyczne szczegóły punktacji składającej się na tzw. kryterium sportowe. Co ważniejsze zasady przytaczałem TUTAJ, całość dokumentu dostępna jest na stronach UCI. Po lekturze przez fora internetowe przetoczyła się fala polemiki jak właściwie interpretować te zasady, ukazano praktyczne trudności w kalkulacjach i „dziury w całym”. Największa trudność tkwi w konwersji punktów zawodników grup ProConti w wyscigach WorldTour i punktów ProTourowców w wyścigach EuropaTour. W konsekwencji tego miszmaszu Ciolek nie posiada punktów za Milan-Sanremo w żadnym rankingu. Na chwilę obecną przynajmniej.

W każdym razie wiemy już więcej, a to zawsze cenne. I na bazie tego, co wiemy będziemy śledzić punktację naszej jedynej prokontynentalnej grupy CCC Polsat

Jak na dzisiaj punktacja CCC powinna wyglądać tak:

 

Punkty drużyny to suma punktów jej najlepszych 10 zawodników plus wartość kolektywna. Punkty zawodników to odzwierciedlenie jego miejsca w rankingu i rozmaite bonusy, które zdobywa się w wyścigach licencjonowanych przez UCI.

Przyjmuje się, że na potrzeby kwalifikowalności drużyny na sezon 2014, weźmie się pod uwagę sezony 2012 i 2013. Większość dotychczasowych punktów CCC to pokłosie poprzedniego sezonu. Na 47 punktów składają się  osiagnięcia głównie Marka Rutkiewicza i Sykwestra Janiszewskiego. Szczegółowe rozpisanie punktów indywidualnych wygląda tak:

W tym roku punkty naszych zawodników wynikają na razie tylko z rankingu Europa Tour ( sezon w Polsce dopiero się zaczyna, Ślężański Mnich nie ma kategorii UCI, więc się nie liczy ). Dobrymi występami 20 punktów uzbierał juz Davide Rebellin, ale uwaga, te punkty na razie zgodnie z regułami się nie liczą. Rebellin bowiem skończył banicję dopingową 27.04.2011 i nie punktuje dokładnie jeszcze przez dwa lata od końca kary. Jest tu jeden z tych cięższych do zrozumienia punktów tej zabawy, bo właściwie nie wiadomo, po co Rebellin do 27.04.2013 figuruje w ogóle w rankingu UCI. Teorytycznie „zabiera” on wyższe miejsce kolarzom za nim i jeden z nich jest ofiarą niższej konwersji punktowej. Zrozumiałe? Zobaczymy. Poza tym wiedza ta, gdyby była wcześniej ujawniona, być może zweryfikowałaby plany startowe Włocha. Mu, a także CCC się po prostu nie opłaca, aby był on w super formie przed 27 kwietnia. Stąd kolor granatowy przy Rebellinie. Jedyne ważne punkty to jak dotychczas 5 Matysiaka za 97 miejsce w kwietniowym rankingu europejskim. Oczywiście punkty rankingowe podlegają wahaniom, więc równie dobrze przy następnym rankingu może ich nie być, jeśli Matysiak w nim spadnie (np: kontuzja).  Kolor błękitny należy do „młodziaków” w ekipie. Mają oni specjalne mozliwości punktowania w klasyfikacji U-23, ale na razie jeszcze z tego nie skorzystali.

Punktację ekipy CCC Polsat będziemy na bieżąco śledzić i co jakiś czas przedstawiać. Mam nadzieję, że wypełnionych miejsc będzie coraz więcej.

Spartakus prawdziwszy

10 kwietnia 2013

„Spartakus” Cancellara znów był niezwyciężony. Na finiszu wyprzedził Vanmarcka, który potrafił wcześniej pokonać w sprincie Boonena. Tym razem zrobił to nieomal w pojedynkę. Słowem, kolarz kompletny. Naj.

Tymczasem gdzieś po drugiej stronie peletonu, podczas gdy Fabian zastanawiał się jak wkomponować w podwórko trzeci kawałek bruku, do mety dojeżdzał kolejny Spartakus, który również wspiął się na swój kolarski Olimp. Po pierwsze jest to pewnie jeden z niewielu uczestników, który w z sezonu na sezon zaliczył awans z grupy kontynentalnej do uczestnictwa w klasyku 1 kategorii, po drugie jest to pierwszy najprawdziwszy Grek w Paris – Roubaix. Żaden tam malowany lis, udawany Spartakus. Mowa o Ioannisie Tamouridisie, kolarzu urodzonym w Salonikach, na obrzeżach zachodniej Tracji, co jest ważne, bo właśnie Trakiem był oryginalny Spartakus. Tamouridis dotarł do mety na miejscu 60 ze stratą 10 minut do „Spartakusa”. Na swoim Twitterze i tak skomentował, że był to największy sukces w karierze. Był też najlepszym wśród kolarzy Euskaltel Euskadi. I jednym z dwojga, którzy w ogóle ukończyli Paryż Roubaix

Jak wiadomo Euskaltel nie specjalizuje się w klasykach. To, że nie specjalizuje się również w polityce kadrowej pozwoliło na takie historyczne wydarzenie. Przez lata grupa skupiała w swoich szeregach jedynie Basków i była dla regionu symbolem autonomii oraz propaństwowych ambicji. Niestety ta polityka sportowo wydawała się przynosić umiarkowane skutki, więc przed sezonem 2013 zajrzało widmo spadku z elitarnego grona drużyn ProTour. W poszukiwaniu punktów dyrektorzy sportowi zmuszeni byli złamać odwieczną tradycję i sięgnąć po armię zaciężną. Nie było to proste, bo kłopoty finansowe ( doszło nawet do sprzedaży autobusów w celach pokrycia zobowiązań względem kolarzy i obsługi ) nie pozwoliły na sprowadzenie pierwszoligowych zawodników. W efekcie Euskaltel ciułał punkty kontraktując takie tuzy peletonu jak: Andre Schulze ( kiedys CCC, ostatnio NetApp), Słoweńców Jure Kocjana (Team Type1) i Roberta Vrecera (Vorarlberg), Rosjanina Serebriakowa (Team Type1), Portugalczyka, Marokańczyka oraz właśnie Greka. Tamouridis w zeszłym sezonie jeździł sobie spokojnie w kontynentalnej SP Tableware zaliczając głównie imprezy w południowej Europie i Afryce. Co prawda kolekcjonował seryjnie tytuły mistrza Grecji, no ale to nie jest wielki sukces w tej dyscyplinie. Pewnie gdyby ktoś mu powiedział, że rok później zadebiutuje w Milan Sanremo, to dostałby greckim kielichem od sponsora po głowie. Debiut w „Piekle Północy’ też był zaskoczeniem. Grek wskoczył w miejsce pierwszego w tym sezonie dopingowicza Serebriakowa. Rosjanin został złapany na EPO, przyznał się i błyskawicznie uszczuplił szeregi Euskaltelu. Dzięki temu w wyścigu mielismy dwóch Spartakusów, w tym jednego prawdziwego

Sen Greka trwa nadal, właśnie pojawił się na prowizorycznej liście startowej Giro d’Italia.

 

Uwolnieni z kokpitu…

5 kwietnia 2013

Jedna z pierwszych sekwencji polecanego na tych łamach dokumentu „It Ain’t about Cav” zatrzymuje się na dłużej na sylwetce mężczyzny w mocno średnim wieku. Hmm, jakby troche znajomy. Jakiś były kolarz? Te krzaczaste brwi? Kto to może być? Dziś, przy okazji surfowania po sieci w godzinach tzw roboczych zagadka się rozwiązała.

Pamiętacie tego Pana?

Starsi powinni. To Nigel Mansell – jeden z najlepszych pilotów Formuły 1 w jej historii, mistrz świata w roku 1992, oraz zwycięzca serii wyścigowej CART (INDYCAR) w swoim debiutanckim sezonie. Mansell wygrał w swojej karierze 31 Grand Prix i to, że został mistrzem świata tylko raz to skutek zarówno kłopotów z autami, jak i tego że jeździł w epoce Senny.

Logiczne byłoby więc gdyby dziś dyskontował swój status, oblatywał świat wraz z cyrkiem Formuły 1, penetrował sterfy VIP i zarabiał 6-cyfrowe gaże za kilka słów do mikrofonu.  Zamiast tego Mansell jest prezydentem fundacji UK Youth koncentrującej się na problemach młodzieży. Fundacja ta jest sponsorem brytyjskiej grupy kontynentalnej o tej samej nazwie. W tym sezonie jej barwy reprezentuje między innymi Marcin Białobłocki. Nigel Mansell jako jedno z swoich hobby wymienia kolarstwo, nie dziwi więc nic, że czasami zasiada za sterami, już nie Williamsa, ani Ferrari, ale klubowego BMW. Hobby swe przelał również na potomka, bowiem syn Greg Mansell również startuje w barwach grupy.

A co słychać u partnera Nigela Mansella z ekipy Ferrari Alaina Prosta? Pewnie dogląda swoich winorośli w promieniach prowansalskiego słońca. Być może, ale rzadko. 4-krotny mistrz świata F1 dzieli pewne podobieństwo z anorektycznym Keithem Richardsem z Rolling Stones, ale jego nienaganna sylwetka jest wyrzeźbiona godzinami spędzonymi na rowerze ( czy Richards umie jeździć na rowerze…? ). Poniższe zdjęcie pochodzi z tegorocznego Cape Epic.

Cape Epic to morderczy wielodniowy wyścig po górach Południowej Afryki, w którym suma przewyższeń mniej więcej odpowiada Tour de France. Nie był to pierwszy start Francuza w tej imprezie, więcej, Prost uczestniczy w wyścigach wytrzymałościowych z lubością od 1993.  Miłość do kolarstwa objawiła się również tym, że wraz z Laurentem Fignonem przez parę lat Prost był współwłaścicielem marki rowerów szosowych Profica.

Zaglądając w temat głębiej, od przykładów kolaboracji kolarstwa i F1 zaczyna się wręcz roić. Przy projektowaniu Specialized Venge maczali przecież palce specjaliści od aerodynamiki McLarena. Zapewne pierwsze modele trafiły nie tylko do Cavendisha, ale i do Lewisa Hamiltona i Jensona Buttona.

A Button to następny wielki fan kolarstwa, jego umiejętności zostały docenione także przez Lance’a Armstronga. I pomimo, że nazwisko tego drugiego z niczym dobrym już się nie kojarzy, to przyznać trzeba, że zna on się na kolarstwie równie dobrze co na mikrodawkowaniu.

Button regularnie sprawdza swoja formę podczas 15-kilometrowej wspinaczki na Col De La Madone w okolicach swego francuskiego domu. W jednym z wywiadów powiedział: „Boli piekielnie, ale to uczucie nie do pobicia. To znaczy, że coś robisz, to znaczy że żyjesz”

Następny do tablicy.

Spod kasku i zza okularów nie prostu poznać od razu, ale na swoim Cervelo wspina się Mark Webber z Red Bulla. Australijczyka na rower nie trzeba namawiać dwukrotnie. Chętnie uczestniczy w wyścigach amatorskich. Sam je zresztą organizuje i zbiera kasę na rzecz rozmaitych czynów zbożnych. W 2008 kolizja z samochodem podczas wyścigu na Tasmanii spowodowała kontuzje, które wykluczyły go z testów przedsezonowych. Webber nazywany jest fanatykiem kolarstwa i także trenował oraz przyjaźnił się z panem, który „nie został dopuszczony do zawodów pływackich”.

Najlepszym kolarzem wśród kierowców, lub raczej kierowcą wśród kolarzy jest Fernando Alonso. To już jest gra o najwyższe cele. Hiszpan zapewne doskonali swoją pozycję czasową, gdy Ferrari zwalnia tunel aerodynamiczny. Efekt 21kilometrowa jazda na czas w 28min 43sekundy. Średnia ponad 43,5km/h. ‘Kolejne pudło” – chwali się na Twitterze. Pewnie bardziej zadowolony niż z podium w Grand Prix.

„Nico, jaki sport poza Formułą 1 jest dla Ciebie najlepszym sposobem na spędzenie czasu” – zapytano Nico Rosberga? Piłka nożna, chociaż…obecnie jestem bardzo mocno zaangażowany w kolarstwo. Na swej www relacjonuje, że na podjeździe jego puls wzrasta do… 104! Oj nie przesadzaj, bo się zasapiesz! Rosberg ocenia, że rocznie jest w przejeżdza około 5000km, a Alonso ocenia swój dystans na 9-12 tys.

Na koniec nie sposób przywołać jeszcze jednego nazwiska ze świata wyscigów. Alex Zanardi, karierę zawodniczą zakończył dramatycznie. W 2001 w wyniku kraksy na torze na torze w niemieckim Klettwitz stracił obie nogi. Od czego są ręce jednak. Włoch z takim powodzeniem zaczął uprawiać ten rodzaj kolarstwa, że dziś jest 2-krotny mistrzem paraolimpijskim.

O nie, za dużo już tego, czy jest jakiś kierowca, który nie jeździ na rowerze? Temat wymyka się spod ręki. Może Kubica?

 

UCI wykłada karty na stół.

2 kwietnia 2013

Podczas gdy świat pochylony był nad skandalem polegającym na użądleniu w pupcię pszczółki Mai, bez rewanżu (choć gotowało się w niej ) przez niesfornego Sagana, który zakończył się chyba wideoprzeprosinami z dywanika dyrektora, UCI dyskretnie i bez rozgłosu opublikowało literaturę, której oficjalny dotychczasowy brak niejedną czuprynę przyprószył w przeszłości siwizną.

Chodzi mianowicie o kryteria sportowe mające wpływ na przydział ekipy kolarskiej do statusu ProTour bądź ProContinental. Pokrótce przypomnę, że ekipa kolarska aplikująca do konkretnej ligi musi spełnić szereg powinności w 4 zasadniczych segmentach. Są to kryteria: finansowe, organizacyjne, etyczne i sportowe. O ile dwa pierwsze są konkretnie opisane i ustanawiają m.in: gwarancję finansową dla UCI, przystąpienie do programu paszportów biologicznych, minimalną liczbę zawodników, ich minimalne zarobki itp, to dwa pozostałe były albo uznaniowe, albo strzeżone pilnie jak tajemnice Watykanu. Kryterium sportowe opierało się na zaszyfrowanych algorytmach zatwierdzonych przez radę UCI, ale ich szczegóły nie były wyjaśnione. Wiadomo było na przykład, że zawodnik zmieniający ekipę zabiera ze soba punkty do nowej drużyny, ale jaki to miało ostateczny wpływ, jaką wagę – nie wiedział nikt.

Teraz UCI, prawdopodnie idąc na fali ocieplania swego wizerunku, postanowiło ujawnić te przepisy. Całość tego zacnego dokumentu można sobie przeglądnąć TUTAJ, ale najważniejsze reguły warto przytoczyć poniżej.

Otóż na sumę punktów drużyny składają się te osiągnięte przez 10 najlepszych zawodników grupy w 2 ostatnich sezonach oraz tak zwana wartość kolektywna.

Nie są to jednak wprost punkty zaczerpnięte z rankingów UCI lecz konwertowane zgodnie ze kilkoma szczegółowymi tabelkami np:

Jeżeli więc, dajmy na to Przemysław Niemiec w sezonie 2011 w był w rankingu UCI 82 z 52 punktami a w sezonie 2012 140 z 15punktami, to nie znaczy, że ma on w banku 77 punktów, ale 12.

Są również osobne rankingi dla kolarzy w wieku 19-22 lat, które daja im dodatkowe punkty oraz rozmaite bonusy premiujące wygrane w dyscyplinach siostrzanych tj: MTB, tor, przełaj oraz wygrane w zawodach specjalnych: olimpiada lub mistrzostwa świata. Specjalne punkty przypisują sobie również zwycięzcy etapów i generalek Wielkich Tourów i tak na przykład teraz w końcu wiemy, że drugie miejsce we Vuelcie przynosi tyle samo punktów co triumf na olimpiadzie w jeździe na czas. Każda kategoria wyścigów ma wyszczególnione klasy punktacyjne

W zeszłym roku parę punktów za mistrzostwo Polski zgarnął Michał Gołaś, od tego roku mistrzostwa narodowe nie będą punktowane.

Nowością jest także podział punktów dokonywany przy transferze zawodnika. Dotychczas zawodnik brał ze sobą wszystkie punkty do nowej ekipy. Ofiarą tego przepisu był jak pamiętamy Michał Kwiatkowski, który nie startował w Radioshacku, po ogłoszeniu transferu do Omegi Pharmy, co wyłączyło go z około 1/3 sezonu. Wsłuchano się jednak w liczną rzeszę krytyków tego rozwiązania, jednakże ze sporymi obostrzeniami. Teraz 20% punktów zostaje w dotychczasowej ekipie, a 80% wędruje do nowego teamu. Transferując więc Przemysława Niemca do BMC 1 października 2013 zostawiamy w Lampre 4 punkty i przenosimy 8 do BMC (  oczywiście musielibyśmy jeszcze dodać bonusowe punkty Niemca, ale dla potrzeb prostego przykładu zostańmy tylko przy punktach rankingowych ). Zasada ta dotyczy jednak jedynie 10 najlepszych zawodników danej ekipy, ale, ponownie biorąc pod uwagę tylko rankingi UCI Przemysław Niemiec był w obu sezonach na 5 miejscy wśród kolarzy Lampre. Jest jeszcze jedno ważne „ale”: punkty zostają tylko jeśli zawodnik jeździł dla starej ekipy przez minimum 2 ostatnie lata.

Osobnym segmentem w waluacji drużyny jest wartość kolektywna mająca na celu premiować pracę zespołową. Bedą tam wliczane oczywiście osiągnięcia w klasyfikacjach drużynowych, ale także również premie w postaci punktów za poszczególne klasyfikacje indywidualne w Wielkich Tourach – np każdy dzień w koszulce w czerwone kropki w Tour de France, punkty za drużynową jazdę na czas oraz mistrzostwa świata

Oczywiście dopingowicze mają tutaj również tutaj przechlapane: żadnych punktów przez 2 lata od zakończenia dyskwalifikacji. Co oznacza, że Contador nie punktuje i gdyby Katarscy szejkowie chcieli faktycznie powołać supergrupę, to Alberto nie wniósłby żadnego wiana.

A już wkrótce na tym portalu poprzez pryzmat punktacji UCI będziemy śledzić sytuację CCC-Polsat